|
Archiwum
Ostatnie notki
|
niedziela, 31 stycznia 2010
gdyby tak...
Odnajduję w tej ciszy spokój, czyli to czego tak bardzo pragnę i potrzebuję do szczęścia. Rozumiem coraz bardziej funkcję harmonii i chaosu w moim życiu; czegoś na wskroś biegunowego, ale niezbędnego w odpowiednich proporcjach. Staram się i wychodzi mi to coraz lepiej, lecz nie jest to tylko efekt najzwyklejszego uczenia się. Wiem już dlaczego nie powinienem się spieszyć. Gdyby tak spojrzeć na to w ten ściśle określony sposób, to...
czwartek, 31 grudnia 2009
przyczajony...
Sen dzisiejszy świadczył chyba o pewnej wybuchowej kreacji, jaka pojawia się czasami w mojej głowie. Istny mix, który czasem nie daje zasnąć, potem każe budzić się z zaskoczeniem, a potem wręcz wymaga skupienia na sobie szczególnej uwagi. Moje ciało daje mi znaki. Potem oczekuje. Tak było na wiosnę. Tak jest i teraz. Zastanawiam się zatem nad przebiegiem nadciągającego roku. Jeśli bowiem posłucham siebie, to trafię tam, gdzie jeszcze nigdy nie dane mi było być. Czekam zatem w spokoju niczym przyczajony...
środa, 02 grudnia 2009
przygody
Staranność, której czasami ulegam powoduje, że zastanawiam się nad pierwiastkiem pedanterii, jaki we mnie tkwi. Nie docieram jednak daleko w tych poszukiwaniach, bo nudzą mnie one niczym rzeczy, dla których tracę zainteresowanie. Nie liczę ich i nie zapisuję, bo przecież ta drobiazgowość byłaby bez sensu. Wystarczy mi notatek prowadzonych na temat moich klientów, tej całej fabuły, która wymyka się prostej i banalnej interpretacji. Dlatego nie piszę już tak często dla publiczności. Piszę zdecydowanie dla siebie i w tym znajduję upodobanie. Podobnie jak w kieliszku Saint-Émilion Grand Cru, degustowanym bez jednoznacznej okazji, za to z przekonaniem o potrzebie tej prostej, ale wyszukanej czynności. Szukam potem w pamięci odpowiedzi, skojarzeń, wyjaśnień, ale często ich nie znajduję, bo może nie o to jeszcze tutaj chodzi. Zastanawiam się tylko, jak daleko mnie to poszukiwanie zaprowadzi, bowiem droga jaką kroczę wydaje się coraz bardziej interesująca. Dobrze się czuję z tym poczuciem, że znajdując dopełnienie mogę nie żałować. Dlatego też poszukując odwiecznego planu spełniam swoje życie w jego realizacji, albo daję się zaskoczyć czymś niespodziewanym. Lubię tę historię, której jestem uczestnikiem, ten dystans i zanurzenie. Mój Nautilus zapewni mi przygody do końca życia.
środa, 11 listopada 2009
40
Wkraczam właśnie w czas, kiedy wspomnienia mają już inny wymiar. Nie muszę już nic z tego, co zostało za mną. Zostawam to wszystko za sobą czasami świadomie, porzucając te sprawy niczym kobiety, czasami będąc przez sprawy porzucanym i czując przy tym smutek, lub wręcz przeciwnie: ulgę. Kronika wypadków miłosnych przynosi mi pewien rodzaj retrospekcji, ale przecież nie jest dziś ważne w jaki sposób przedstawiałem owe day after day. Nie zmyślam miłości, cała reszta pozostaje zmyśleniem, pomyśleniem, czymś z założenia po. Definicja życiowych rozterek bywa czasami zbyt złożona, żeby jej szukać, dlatego świadomie wybrałem lokal, zdałem się na wybór włoskiego wina do kolacji i określonych ram konwersacji z personelem. Patrzyłem potem w jej oczy i dziwiłem się, że moje uczucia do niej są takie właśnie: wielowymiarowe. Zagadka, dla której nie szukam odpowiedzi, bo jej zwyczajnie nie potrzebuję. Dla pewnych spraw nie potrzebuję wyjaśnień, introspekcji, analizy i analityka. Pomyślałem przez moment, że może ważne jest spojrzenie wstecz; przypomnienie sobie sytuacji z innych lat, zdefiniowanie na nowo kontekstu tych wydarzeń, ale kiedy zatrzymałem się nad tymi scenami, które w jakiś sposób zatarły się już w mojej pamięci i nie mają w sobie takiego ładunku prawdy i autentyczności jak wówczas, to dotarło do mnie, że ważne jest przecież to, co przede mną. Przeszłość jest ważna, bo bez niej nie byłbym tutaj i nie miał właśnie tych perspektyw jakie posiadam. Paradoksalnie bowiem, wydarzenia przykre obracają się na moją korzyść: wystarczy tylko trochę poczekać i coś ciekawego z nich wynika. Przećwiczyłem to wiele razy, dlatego z pokorą uznaję, że trzeba pochylić się przed układem losu, karmą życia, czy czymś dowolnie nazwanym, ale obecnym w każdym potknięciu, które wszak potknięciem nie jest, tylko wskazaniem nowego kierunku. Wtedy bowiem jest okazja, żeby się może otrząsnąć z jakiegoś transu i spojrzeć na świat inaczej. Dlatego dziś ważna jest przyszłość. Wiele razy powtarzam, że potrzebuję spokoju, że jest to mój cel i w jakiś sposób zalążek misji życia. Ten spokój kojarzy się czasami komuś obcemu z czymś nie do końca poważnym, szczególnie iż czasy są takie, że spokój można osiągnąć w klasztorze dobrowolnie wyrzekając się pewnych elementów życia jakie znamy. Tutaj jest jednak inaczej. Moje poszukiwanie spokoju jest tym, czego nie można przekazać, pokazać, opisać. To trzeba poczuć. To można poczuć. Pewnie dlatego kiedy piszę te słowa słyszę Hildegardę von Bingen. Dla ukojenia. Teraz już wystarczy słów. Trzeba zaczerpnąć powietrza i urządzić rebirthing. Pora się znów urodzić, żeby mieć cyfrę mistrzowską wytyczoną w dacie urodzenia. Jeśli wierzysz w numerologię, to co Ci powie liczba czterdzieści?
piątek, 06 listopada 2009
zaułki
Każdorazowo zastanawiam się, które uczucia utrwalić, zachować, opisać, którym zaś dać ulecieć w przekształcenie, zapomnienie, niebyt. Oczywiście kilka osiowych momentów dziś już nie jest warte żadnej wzmianki, tak jak nie można dokładnie przekazać emocji, bo są tylko jakąś werbalizacją; uchwytne są tylko w tym zakresie, w jakim jesteśmy wytrenowani w stawianiu czoła życiu. Moja nowa praca stawia przede mną nie lada wyzwania, czuję je jak nadciągają niczym czarne chmury, zaburzenia układów barycznych, niekorzystny biomed. Spisywanie tych wszystkich historii, już nie swoich rozterek, wachań i dylematów jawi się jak konieczność. Dzieje emocji. Cudze dzieje. Inne niż obserwowane tutaj historie pośród których zdobywałem to i tamto. Czasami wybór słów, milczenie, cisza, krzyk - są częścią układanki. Czasami radzę sobie z nimi lepiej, czasami zaś gorzej. Czasami zastanawiam się, gdzie zaprowadzi mnie ta wędrówka. W jakie w sumie zaułki własnej osoby.
sobota, 31 października 2009
doznanie
Ponieważ nie było tamtego Malbeca i już nie będzie, dlatego zdecydowałem się na coś z naszego świata, kierując się całkiem świadomie ku apelacji Saint-Émilion. Wpadła mi w oko butelka i już ze mną została. Znów ostatnia. Poźniej wpadł mi w oko Lexus IS w wersji F i zrobiłem mu pamiątkowe zdjęcie. Banalna potrzeba. Kilka dni wcześniej widziałem go za sobą, potem gdzieś na trzecim pasie z boku, a potem już przed sobą na swiatłach. Z takim egzemplarzem ściganie się nie ma najmniejszego sensu, ale pomyślałem sobie, że dobrze byłoby pojechać do salonu i się zwyczajnie przymierzyć do tego samochodu, przejechać, posmakować. Później odkorkowałem wino, które na początku pachniało takim kwieciem, że można było wąchać i wąchać, i wąchać. Bez dodatkowego otwierania. Wąchać a nie pić. .:. Żeby nie zwariować jesienią z braku światła, zamówiłem sobie w internetowej księgarni książkę Julii Kristevej Czarne słońce. Depresja i melancholia. Będzie w sam raz na lekturę przy butelce wina.
czwartek, 29 października 2009
zanurzenie
Sercowe kłopoty jawią się jako uniwersalne. Poszukiwanie szczęścia jest niczym wyprawa po Świętego Graala. Tęsknota za spełnieniem choć odrobiny marzeń wykracza poza ramy ograniczeń i niestety rozbija się o prozaiczność. I tak wciąż w pogoni za króliczkiem. Nie powinienem się zdziwić. Nie dziwię się wcale. Trafiam bowiem na sytuacje znane mi dobrze, lepiej, doskonale. Pewien kod językowy jest niezmienny. Zmieniają się tylko aktorzy. Scena zawsze jest pełna a efekt przerasta wymagania dramaturgiczne całej sztuki. Rzecz wydawałoby się banalną tak trudno ogarnąć i inkorporować. Nie brakuje mi słów, dystansu, kąta spojrzenia. Wszystko to przerabiałem. Zauroczenia. Rozczarowania. Zachwyty. Skowyty. Biorąc to wszystko w sposób chłodny otwiera mi się cały zasób doświadczeń, których siłą rzeczy nie miałem szansy poznać, kiedy podlegałem prawom uniwersalnym i byłem w nich zanurzony.
wtorek, 27 października 2009
słabość
Niekiedy nawet niedalekie podróże skłaniają mnie do szczególnych refleksji. Być może obecnie nadmiar transu w weekend, ulokowanie wszystkiego gdzieś w wymiarze podświadomości, wybór takich a nie innych zapytań, spowodowały, że wracają do mnie pewne sprawy w sposób wyjątkowo wyraźny i niekoniecznie oczywisty. Nie brakuje mi tutaj punktów odniesienia, punktów styku, czy punktów zwrotnych, jednak ciekawe jest to w jaki sposób fale przypływu mojego oceanu myśli pracują na swoją wygraną. Dlatego pewnie zdarzył się wczoraj pewien telefon od nieznanej kobiety, która chce się spotkać, dlatego pewnie zatrzymałem się w tym dokładnie miejscu a nie innym żeby zatankować, dlatego pewnie twarze jakie ostatnio często widzę kogoś mi przypominają. Kogoś kogo znałem, znam, znałem, znam. Przeplatanka znaczeń, symboli i wartości. Kobiety, mężczyźni, kobiety. Tak, więcej kobiet. Zdecydowanie tak. W końcu mam do nich jakąś szczególną słabość.
piątek, 23 października 2009
mężczyźni z mojego życia
Zaczynam baczniej przyglądać się mężczyznom. Zaskoczyło mnie to przed tygodniem, zaskoczyło i dziś. Brakuje mi odpowiedzi na stawiane sobie w duchu pytanie, ale przecież też moi klienci to sami mężczyźni; unikam kobiet, lub one mnie unikają. Przecież nie bez powodu pojawił się też na orbicie moich myśli i uczuć dziadek, którego poznać szans nie miałem żadnych, bo zmarł tuż po wojnie, wtedy gdy nawet moja matka szans nie miała wielkich, żeby został wyraźnie w jej pamięci. Dlatego dziś snują się we mnie opowieści niewiarygodne i nie umiem stwierdzić, jaki był to w istocie człowiek i czy przypuszczenia rzucane jakiś czas temu są tylko fantazją, czy też prawdą. Odkrywam w sobie coś nowego. Wciąż i wciąż.
wtorek, 20 października 2009
23:39
Pochłaniam panoszący się wokół spokój w sposób zachłanny i zarazem pełen niepewności, chociaż wiem, że czai się pod nim coś niebezpiecznego. To niebezpieczeństwo obecne jest wokół mnie w każdym ruchu, czy oddechu i nie daje mi ostatnio wytchnienia. Wiem już, odkryłem to, że zasada przyjemności nie jest nieskończona, że posiada swój kres podobny innym ludzkim kresom. Siła wyparcia nie może być tutaj duża, jest zaledwie czymś bez znaczenia, ale pozwala łudzić się, że osiągnięcie szczytów jest realne. Łyk wody. Umierający motyl. Ostateczny triumf jesieni. Deszcz. Okno. Książki. Kolorowe wpisy w kalendarzu. Świeca. Plan. Wybór muzyki na wieczór. 100th Window. |